Upadek (by młoda)
1 05 2008
Każdy z Nas w swoim życiu upada tak jak Jezusa. Nie jest powiedziane, że to będzie tylko jednorazowy upadek, może to być seria upadków uwięczona zwycięstwem.
Śmiesznie brzmi? Możliwe, jednakże dla mnie realnie. Jezus doszedł do celu… osiągnął zamierzoną misję. Nie poddał się mimo bólu i cierpienia. Był wytrwały.
My również upadamy. Później podnosimy się z ziemi. Otrzepujemy kurz i idziemy dalej. Faktycznie nie pozostawia to na Nas żadnego śladu? Myślę, że tak nie jest…
Porażka potrafi zaprowadzić Nas na samo dno. Wszystko zależy od ludzkiej psychiki, im jest bardziej odporna na ‘działanie z zewnątrz’ upora się szybciej z problemem.
Czasem potrzebne jest takie runięcie na samo dno, aby móc się od niego odbić z nowymi doświadczeniami, nowym podejściem do życia, nowymi sugestiami.
Nowym, nowym…
Oczywistą rzeczą jest, iż o wielu rzeczach nie zapomnimy, nawet życie nie polega na tym, aby zapominać, trzeba wyciągnąć z tego NOWE doświadczenie. Bo nawet najbardziej bolesne potknięcie daje Nam naukę i możliwość wyciągnięcia wniosków z naszego postępowanie oraz w przyszłości możliwość uniknięcia popełnienia tego samego błędu.
Rodzi się w Nas cząstka nowego ‘JA’. Niekiedy po takim upadku pozostają rany. Zmienia się Nasza osobowość, nie zawsze na lepszą.
Wszystko zależy, jaką ma się silną osobowość, wyznawane wartości i chęci! To od tego czy tak naprawdę chcesz, zależy czy powstaniesz i będziesz zdolny do dalszej walki.
Upadek, nie jest oznaką Naszej słabości lub porażki. W takim momencie tak naprawdę możemy poznać lepiej siebie. Zgłębić swoje wnętrze. Dostrzec to, czego chcemy od życia, do czego dążymy, i wreszcie odnajdujemy to, co jest dla Nas naprawdę sensem naszego istnienia.
A tym sensem może być wszystko. Gdy coś masz na co dzień, nie potrafisz zrozumieć jakie to jest ważne. Dopiero, gdy w ciągu minuty możesz kogoś stracić.. Zmieniasz zdanie… Doceniasz życie, każdą minutę. Żyjesz tak, aby wykorzystać dobrze każdą sekundę.
W momencie upadku najważniejsze jest wsparcie innych. Nie można pozostać samemu. Jezusowi pomaga Szymon, Weronika…
Nie możemy bać się przyjąć pomocy od innych. Jeśli ktoś wyciąga do Nas rękę, warto to docenić. Borykanie się sam na sam z własnymi problemami nie jest najlepszym rozwiązaniem. Sugestie innych, ich wsparcie… Często mogą pomóc. Ludzie często odrzucają pomoc, wynika to z tego, iż twierdza, że nie są rozumiani przez innych.
To jest ciche wołanie o pomoc, które mało, kto potrafi zauważyć. Dlatego trzeba umieć patrzeć… Niestety nie jesteśmy doskonali ,aby dojrzeć wszystko naszym prymitywnym wzrokiem.
A wiara, nadzieja? Czy One w tym miejscu nie zasługują na uwagę? Oczywiście, że TAK. Jeśli przestaniemy wierzyć w siebie, w swoje możliwości, nie uda Nam się. A nadzieja? Ona umiera ostania. Umiera, gdy nie ma już nic.
Więc po podniesieniu mamy nowe doświadczenia. Możemy dążyć dalej do wystawionego przez Nas celu. Nie warto się poddawać- przecież nie jesteś tchórzem? To, że potrafisz wstać pokazuje na Twoją odwagę i upartość. Masz nowe doświadczenie. Ambicję. Chcesz, potrafisz, umiesz, dasz radę. Uwierz w siebie. Wstań i walcz.
(Within Temptation - It’s The Fear)
I tak na koniec mała sentencja:
‘‘Gdy dostrzeżesz iskierkę nadziei, dmuchaj w nią ile sił.’’
(Autor: młoda)


mloda , do jakiego celu doszedl Jezus?jaki cel osiagnal?
jego celem bylo zbawienie swiata.
nic sie praktycznie nie zmienilo .
ludzie sa wciaz tacy jak byli , patrza tylko w siebie jak w obrazek.
a upadki ? bardzo szybko zapominamy o nich i wracamy do swojego swiata.
nawet smierc najblizszych nie jest nasza wskazowka na dlugi czas .
czas leczy rany .
bardzo ciezko zmienic ludzki charakter, ale czeste nauczki i porazki troche pomagaja , tylko szkoda ze nie az tak bardzo ……
to w dużym stopniu zależy od ludzkiego podejścia.
każdy z Nas to jedna wielka indywidualność.
każdy z Nas uczy się inaczej.
ja z każdego upadku coś wyniosłam, dzięki czemu żyję i piszę tutaj.
Zgadzam się, że pewne rzeczy bolą. i powiem CI nawet więcej… czas nie leczy ran… on pozwala przyzwyczaić sie o bólu.. ja nigdy nie zapomnę.. to zawsze będzie we mnie.
A zmiana osobowości człowieka w dużej mierze wynika od niego samego.
Gdybyś ze mną rozmawiała 2,5roku temu byłabyś w szoku jak bardzo można się zmienić.
tylko trzeba chcieć.
a bardzo często życie Nas do tej zmiana zmusza.
ale to wszystko zależy od sytuacji.
//nie chcę się rozpisywać na treści religijne.
wzmiankę o Jezusie musiałam dać bo praca była na religie.. niestety jak zawsze nie napisałam na temat…
Ale jednak uważam, że Jezus doszedł do czegoś i się nie poddawał mimo wszystko..
może i to faktycznie jest nic, że umarł za świat, a MY się nie zmieniliśmy. ale wiesz co? ON w Nas wierzy.. tylko MY zawodzimy.
mnie rowniez zycie duzo nauczylo , ale jest cos od czego nie moge sie uwolnic , czy to moja osobowosc? raczej nie , to slabosc pod tym jednym wzgledem , powtarzam ten blad od bardzo dawna , skutki dosc czesto sa okropne i najgorsze jest to ze nie tylko ja cierpie z tego powodu.
7 lat temu stracilam kogos bardzo bliskiego , czy to sprawilo iz zaczelam cieszyc sie kazda sekunda zycia? nie …chyba nawet zadzialalo wrecz odwrotnie , zaczelam bardziej zastanawiac sie nad sensem zycia i wszystko wciaz zbiega sie do jednego -po co zyjemy ?,jak i tak koncowym efektem jest smierc ,tyle cierpien , okrucienstwa w tej naszej drodze .
dosyc tego mojego biadolenia , mam jakies trudne dni
śmierć jest końcem wszystkiego.
jednak wyznajże zasadę, że żyjemy po to, aby zostawić cząstkę siebie na tym durnym świecie.
trudne dni mijają