Żegnaj… (by Gary)
30 04 2008
Odszedłeś
Zdradził Cię twój bożek
Otumanił marnymi obietnicami
Nienawidzę go
Za kajdany w które zostałeś skuty
Oddawałeś mu się
Każdego dnia
Bezwładnie tonąłeś
Czy mogę Cię winić?
Nie wiem
Błądzenie rzeczą ludzką
Wspomnienia
Tylko one teraz pozostały
A przecież byłeś
Jeszcze wczoraj
Jeszcze przed chwilą
Nerwy
Wiele wtedy powiedziano
Wiele smutku i łez
Odszedłeś
W kolorze nadziei zgasło światło
Leżałeś
Niczym głaz
Taki zimny
Taki blady
Dlaczego?
Źle Ci tu było?
Miedzy nami szarymi
Ta bestia wyciągnęła szpony
Poddałeś się…
Dlaczego…
Nie wiedziałeś?
Oni zawsze zdradzają
Wredni kłamcy
Twój taniec
Czy Ty już tańczysz
Gdy w twoim domu wznoszone litania
Poddałeś się przeznaczeniu
Przecież wiedziałeś
Chociaż twe usta milczały
Byliśmy daleko
Od wielu dni
A w jednej chwili
Zatrzęsła się ziemia
Runęły mury
Jak twoje życie
Nic nie mówiłeś…
Dlaczego…
Teraz zostały już tylko wspomnienia…
Spoczywaj w pokoju.
(Autor: Gary)


nie ma milosci na cale zycie
ŚLICZNE ;(